fbpx

Jak ja chciałbym, żeby mu się udało. Wiem, że jest do tego biznesu stworzony. Teraz ma trudny okres, bo przecież problemy w pracy, nie ma czasu i jeszcze ten kredyt. No tak – on nie ma czasu i nie ma pieniędzy na inwestycję 500 – 1000 zł. Zapiszę go tak cienko, niech tylko wejdzie i poczekam aż stanie na nogi. A póki co podpiszę pod niego kilka osób.

Ileż razy ja to widziałem. Ileż razy ja sam to robiłem. Widziałem w człowieku większy potencjał niż on sam widział w sobie, ba, widziałem zalążki geniuszu. On rozwali ten rynek, eksploduje biznesowo, Dobrze, żeby był w mojej/Twojej grupie. Chcę go teraz, zaraz, natychmiast, a potem się zobaczy.

Lipa, fałsz i myślenie cieniasa. To strategia biznesowa czekania na cud. Wierzę, że cud się wydarzy. Wydarzy się już zaraz, jak tylko – zakwitną kasztany, zniosą obostrzenia sanitarne, Andrzej skończy projekt, jego żona przekona się do MLM itd. Już zaraz – dokładnie nie wiem kiedy, ale niedługo.

I wprowadzamy Andrzeja do grupy, a potem chuchamy, dmuchamy na niego i trzymamy go  pod skrzydłami, jak kura matka kurczaki dzieci. I co? I nic, a nawet gorzej niż nic. Gorzej, bo to tworzy problemy.

Litość i współczucie rodzą biedę!

Kiedy pierwszy raz to usłyszałem chciałem sam siebie walnąć w głowę. Właśnie tym jednym zdaniem wyjaśniono mi obecność nierobów i krytykantów w moich grupach.  A tyle razy zastanawiałem się skąd oni się tacy wylęgli? Ano sam ich wprowadziłem licząc na cud i rozumiejąc ich problemy. A oni nie rozwinęli się, Nie poszli w stronę geniuszu biznesowego, a wręcz odwrotnie stali się oprócz zajętości i bezkasowości jeszcze krytyczni i pełni pretensji.

W dodatku eksponowali tę swoja postawę dezaprobaty publicznie, prezentując ją innym moim partnerom. To trochę jak rozwydrzony bachor, który pada biednej matce na posadzkę w sklepie i wrzaskiem połączonym z drgawkami domaga się lizaka. Matka stoi i nie ma pojęcia co z tym zrobić. Bo to i wstyd i serce boli.

Ot takie sztuki wychodzą czasem w biznesie MLM. Tylko tutaj  wrzeszczą nie bachory, a dorośli inteligentni ludzie.  Wierzyc się nie chce, a jednak.

Czy wiesz, że  litościwe podejście do startowania nowego partnera w MLM jest niedźwiedzią przysługą? Czasem, a nawet częściej niż czasem jest to wprowadzenie go na spiralną autostradę w dół – prosto na cmentarz MLM-owych ofiar. Co gorsze to również wpływa na Ciebie, bo w tym pogrzebie uczestniczysz.

Na świecie nie ma wartości po cenie zniżkowej. Chociaż może gdzieś jest, ale ja  nie słyszałem o takiej a tym bardziej nie widziałem. Wszystko co jest ważne, co daje radość duszy, i spokój kieszeni, wymaga zapłacenia ceny.

Czasem według zasady nie da się zarobić bez zainwestowania, czyli trzeba najpierw włożyć  kasę aby później odebrać z zyskiem, czasem trzeba się po prostu napracować, ale najczęściej spotykamy się z miksem obydwu tych rodzajów zaangażowania. I choćby nie wiem jak kombinować nie da się uniknąć zapłacenia ceny. Nie ma darmowych obiadów.

A teraz praktyka MLM

Ludzie przychodzą do MLM z różnych powodów. Czasem są one trywialne jak np. ciekawość, czasem jednak to poważne problemy (np. kredyt odbierający spokój snom). Ktoś ma marzenie, którego nie może zrealizować pracując tu gdzie dotychczas, ktoś ucieka od bólu.  Widzi MLM jako szansę, chce się zaangażować.

 Zwykle w pierwszej fazie nie rozumie tego co robimy. Nie rozumie zasad duplikacji, prawidłowego startu, pracy zespołem. Każdy chce rozbudować jakościową biznesowo grupę. Nie ma jednak żadnego pojęcia o zasadach działania skutecznych grup. Ma jednak sponsora, a sponsor ma wiedzę (teoretycznie). I sponsor nie powinien być litościwą babcią bo to nie bajka na dobranoc tylko biznes.

Często konsultuję osoby z różnych biznesów sieciowych. I często widzę  popełniany przez nie błąd, który nawet początkowo nie wygląda jak błąd, ale jest nim. Teraz wiem, bo sam go robiłem. Ten błąd to przyjmowanie punktu widzenia nowego człowieka – kandydata na partnera.

Ustalmy fakty.  Ludzie są tak skonstruowani, że starają się zrobić to, co jest do zrobienia ponosząc możliwie najniższe koszty, nie wysilając się zbytnio i unikając stresu.  Zgadzasz się z takim założeniem? Nie narobić  się a zarobić.

W każdym biznesie MLM nowo wchodzący partner ma różne możliwości startu, Związane jest to z zakupami i często to są albo różne gotowe zestawy startowe, albo sami wybieramy ilość produktów na starcie.

W Każdym biznesie przemyślano kroki startujące. Podawane są one w formie rekomendacji. Nie są obowiązkowe. Te zestawy startowe nie wzięły się jednak znikąd. One mają logiczne wytłumaczenie poparte statystykami sukcesu.

Każdy z nas startując w MLM tworzy swoją historię. Wcześniej czy później ktoś nas zapyta: jak zaczynałeś? Co robiłeś na początku?

Pytający zamienia się cały w jeden wielki aparat słuchowy – a my odpowiadamy. I dobrze byłoby, gdyby ta odpowiedź miała wartość biznesową i nie była zmyślona.

To działa bardzo prosto. Wystartowałeś na zalecanym obrocie, poświęciłeś w pierwszym tygodniu i miesiącu określoną ilość czasu i osiągnąłeś określony rezultat zarabiając jakieś pieniądze. To są fakty. I Twoi następcy będą naśladować te działania, ponieważ chcą rezultatu.  W ten sposób powstaje mechanizm powielania prawidłowego wzoru. Najpierw znieczulenie, potem wiercimy w zębie, a nie na odwrót. Istnieje prawidłowy wzór w stomatologii i istnieje w biznesie MLM.

Rosnące grupy zawsze rosną z tego samego powodu – przestrzegają wzorów. Grupy z problemami, mają problemy bo wzorów sukcesu nie przestrzegają.

Wyobraź sobie teraz, że Andrzej nie ma czasu (kiepska wymówka), nie ma kasy(500 zł?) i może się zapisać najlepiej bez zakupów, no może kupi jedną pastę do zębów. A Ty się litujesz, współczujesz mu i wierzysz w jego przyszły geniusz. Zapisujesz go.

Czego go właśnie nauczyłeś? Lekceważenia systemu, wprowadzania partnera byle jak, a co gorsze oddawania w ręce nowo wchodzącego decyzyjności. To nie Ty decydujesz jak wprowadzasz Andrzeja  do swojej grupy. To Andrzej dyktuje Ci jak wchodzi się do biznesu. Teraz Andrzej jest guru biznesu.

Zaraz postawi Ci kolejny warunek – on teraz nie ma czasu, ale Ty go zaprosiłeś, więc podpisz mu kilka osób. I zaczyna się spirala w dół.  Nowi pytają jak startował Andrzej, ile wydał, co robił. Wyjaśniasz – kupił pastę do zębów. Potem nie miał czasu i to ja za niego pracowałem. Jeżeli nie Ty to Andrzej  im to opowie.

Cudowna duplikacja biznesowa zadziała. Kolejni ludzie wchodzą do grupy na tubce pasty (jak Andrzej), a Stanisław, nie mający zębów, pyta o klej do protez Corega.

Kleju w biznesie nie ma, więc Stanisław chce startować bez produktów. Nie wpuszczasz go.

Siedzisz i myślisz co za koszmar? Skąd to się wzięło? Ano z litości. Wpuściłeś litościwie do Twojej grupy nie tych ludzi co trzeba, albo nie tak jak powinieneś. Popsułeś ich.

Popatrz co dzieje się dalej – Andrzej nie zarabia i nie rozwija się biznesowo. Nie nabiera kompetencji. Jego ludzie tak samo. A na koniec Ty lądujesz bez kasy, z dużą bezobrotową grupą i bez czasu. Wszystko Twojej na głowie.

Mówię Ci – litość rodzi biedę – przede wszystkim Twoją.

Trzymaj się systemu. Nie dobieraj słabych, nie gotowych działać ludzi. Nie słuchaj ich wersji zdarzeń i obietnic. Nic dobrego z tego nie wyniknie.