fbpx

Jakim niezwykłym biznesem jest MLM.

Nie tylko dlatego, że nie wymaga wkładu finansowego, a za koszt rejestracji i pierwszych zakupów możesz sobie w tradycyjnym biznesie kupić usługi księgowego co najwyżej. Czyli o kosztach startu tutaj nie ma co mówić, bo są śmieszne.

On jest niezwykły w całkiem innym obszarze. Zaczynamy własny biznes, ale nie jesteśmy z tym garbem sami. To nie jest sytuacja z typowych biznesów, w których startując rozpoczynamy walkę z rynkiem i o rynek, nie mając nikogo kto mógłby nam pomagać, za to mając wielu konkurentów i wielu kontrolerów urzędowych utrudniających nasze poczynania.

W MLM dostajesz do ręki przepis. Jest sposób działania, są statystyki i są dowody społeczne na skuteczność i opłacalność MLM. Jest współpraca na zasadzie win-win.

Nie wiem skąd przyszło mi ostatnio do głowy porównanie. Przyszło, zamieszkało gdzieś pomiędzy uszami i nijak nie chce mnie opuścić.

Myślę, jak różnie czasem zachowują się rodziny wielopokoleniowe i rodziny jednopokoleniowe i bezdzietne.

Ot 10 latek gra mecz między klasowy w szkole, a kibicuje mu nie tylko klasa, ale też tata, mama, dziadek, ciotka. Nie zawsze kibicują mu fizyczną obecnością i okrzykami w czasie meczu, bo niestety są w robocie (dla chleba, panie, dla chleba). Za to kibicują mu wyprawiając go do szkoły – od rana słyszy: jestem z Tobą, trzymam za Ciebie kciuki, dasz radę, judybest! (nie zwracaj uwagi na mój język – ja myślę głośno – to zapis dźwiękowoliterowy).

Potem cała rodzina chwali się wszem i wobec sukcesami juniora i jest z niego prawdziwie dumna.

Ile razy słyszałeś ludzi opowiadających o sukcesach córek, wnuków?

Ania dostała się na medycynę – opowiada z przejęciem babcia Zosia swojej sąsiadce babci Stasi. Upiekę jej ulubiony sernik w sobotę. Zapowiedziała się z wizytą. Taka jestem z niej dumna! Pamiętam, jak odbierałam  ją z przedszkola, rodzice pracowali od rana do wieczora i ona u mnie była popołudniami.

Oczy jej błyszczą, cieszy się sukcesem wnuczki. To duma rodzinna i miłość, nie bójmy się tych słów.

To przykład głębokich więzi rodzinnych. To wartość. Tak moi mili powinno wyglądać życie. Po to jest rodzina, tak powstają i tak przekazywane są zasady funkcjonowania w świecie – przykładem. Cieszymy się zdrowiem, sukcesami nie tylko swoimi, ale każdego członka rodziny.  Chwalimy się tym.

Widzę też pary żyjące bez więzi rodzinnych.  Widzę pogoń za karierą, za dobrami materialnymi i widzę ten szpan. Chwalenie się stanem posiadania dóbr wszelakich i słyszę jeden podtekst – ja mam, ja zdobyłem, ja jestem lepszy. Mam dom, mam furę, mam kolejną jeszcze młodszą żonę.

Ja, ja, – normalnie jaja, a nie zdrowe zasady.

Oto co mi siedzi ostatnio w głowie. Siedzi mi to i przywołuje sytuacje biznesowe. Po 30 latach działań, gdy już się człowiek napatrzy i nasłucha i gdy chce mu się zrozumieć procesy, dostrzegamy pewne zasady.

Oto zwycięzca. Ktoś zarabiający duże pieniądze. Posiadacz znaczków w klapie, tytułów i dyplomów.

Dużo pracował

Jest świetnym motywatorem (czasem manipulatorem).

Zna wszystkie techniki budowania MLM.

Jest odporny na niepowodzenia.

Jest konsekwentny, uparty, czasem nawiedzony.

Jest człowiekiem sukcesu. Jest na szczycie i jest sam.

Jest dowodem społecznym: tak, można tu zarobić. Można mieć domy, fury, kasę, czas. Można zadzierać nosa, pływać w samozadowoleniu.

ALE MARNY TO WZÓR DLA BRANŻY.

Nie ma tu najważniejszego – nie ma następnych pokoleń zwycięzców. Nie ma kolejnych domów, aut, niezależności finansowych. Nie ma grupowych radości.

Co się stało? Domyśl się sam. Stało się to, co staje się zawsze gdy pseudolider koncentruje się na swoim interesie. To taki nadęty sposób myślenia: jestem wielki, inni mają szczęście, że mnie mają. To taka gwiazda miłościwie wskazująca nam kierunek w nocy.

A co na to rynek?

A rynek ma media społecznościowe. Ludzie są bystrzy. Uczą się i rozumieją. Ludzie komunikują się. To, że ktoś ma kasy jak lodu nie jest żadnym wskaźnikiem. Wskaźnikiem jest coś całkiem innego.

Jaka jest atmosfera w grupie?

Ile jest nowych wyróżnień?

Jaki jest poziom tych wyróżnień?

Czy widać, że to grupa w fazie wzrostu?

Czy widać tam zaangażowanie zespołowe?

Czy to jest proces ciągły?

Więc czego szuka rynek? To proste.

Ludzie szukają rozwiązań, co jest oczywiste, ale ludzie szukają prawdziwych liderów. Takich, którzy nie tylko mają kasę, ale też autentycznie czerpią radość z sukcesów swoich partnerów. Są z tego dumni, to jest ich priorytetem.

Tacy liderzy myślą: ja już wiem jak to działa, teraz poprowadzę Ciebie. Nie dam Ci popełniać błędów, które ja zrobiłem. Będę przy Tobie i wygrasz. Potem będę bardziej dumny z Twojego sukcesu niż Ty.

To się nazywa:

ZAANGAŻOWANIE MYŚLĄ, SŁOWEM I UCZYNKIEM POPARTE POZYTYWNYMI EMOCJAMI.

TO SIĘ NAZYWA DUCH ZESPOŁU.

TO SIĘ NAZYWA PARADYGMAT BABCI ZOSI.

I to jest właściwy wzór dla branży.

Pseudolider chwali się swoimi osiągnięciami i dobrze mu z tym.

Lider chwali się sukcesami swoich partnerów i dobrze nam z tym.

Takie to myśli ostatnio nawiedzają mnie. Ciekawe czy jestem jedyny? Może Ty masz też podobne zdanie? A może inne? Podzielisz się nim?

Serdeczności.

Marek Staszko @ Akademia Zdrowego Biznesu