Około połowa osób zarejestrowanych do biznesu MLM nic w nim nie robi albo wykazuje znikomą, bądź periodyczną aktywność. Ta aktywność zwykle jest związana z okresowymi potrzebami zakupowymi, albo z pojawiającym się w dole nogi obrotem, który może doprowadzić do zdobycia premii, jeżeli pojawi się obrót w drugiej nodze. Czasem wystarczy w takiej sytuacji obrót osobisty i ludzie go wykonują, nawet nie mając potrzeby zakupowej, zatowarowują się, a potem produkty leżą na półce czy pod łóżkiem, albo, nierzadko, trafiają po zaniżonej cenie np. na Allegro. Networkerzy zastanawiają się potem, skąd biorą się w internecie produkty w cenach niższych niż zniżkowe ceny firmowe, dostępne dla partnerów. No właśnie stąd – z kombinacji „załatwię sobie awans lub premię.”
Rozsądniejsze osoby, w takiej sytuacji, zbierają zamówienia od klientów i zamawiają towar pod to zamówienie, przy okazji zarabiając marżę odsprzedażową. To dobry pomysł, a od bardzo dobrego dzieli go systematyczność. Wystarczy mieć grupę klientów i dbać o nich, a punkty obrotowe i marża pojawiać się będą ciągle.
Czemu zatem te rozsądniejsze osoby tego nie robią? Czemu nie dbają o klientów, nie prowadzą kart klienta, nie planują zakupów, o których ich klienci jeszcze nie wiedzą, a których dokonają? Dlaczego te osoby nie zarządzają obrotem swoich klientów?
Ich działania mają charakter sytuacyjny. To nie jest kreowanie (proaktywność), to jest reagowanie na okazję (reaktywność). To jak zebranie kilku grzybów rosnących przy drodze, którą idziemy, ale już nie zaplanowane udanie się do lasu na grzyby. Widzisz różnicę?
Jest las, jest sezon grzybowy i tychże grzybów wysyp, ale nie ma ochoty na poranną wyprawę z koszykiem. Są klienci, mają potrzeby ale nie ma chciejstwa sprawczego u ich dostawców.
By the way – przy okazji chodzenia po lesie rano, po rosie, przydają się kaloszki. Nogi nie przemokną, butów nie zniszczysz – nie ma tu co tłumaczyć, każdy wie, o co chodzi.
Przyjrzyjmy się sprawie kaloszków. W każdej rodzinie, ukryte gdzieś w piwnicy, albo na dolnej półce z tyłu w szafce na buty, drzemią takowe.
Kupione były kiedyś albo na grzyby, albo na ryby, albo na gdyńskie koncerty Open’er w Babich Dołach (tutaj pada często), albo na jesienno-zimowe błoto i kałuże.
Ich przydatność pojawia się przez kilka dni w roku.
Są i czekają na swoje wychodne – czasem bardzo długo.
Są i nie przeszkadzają.
Podobnie wiele osób traktuje swój biznes MLM – jak kaloszki.
Po pierwsze – biznes jest, możliwość też jest – to najważniejsze. Nie przeszkadza – to po drugie.
W końcu po trzecie – można po niego reaktywnie sięgnąć w chwili potrzeby. Pozornie logiczne. Ale tylko pozornie.
Widzisz, nie używane kaloszki nie psują się. Mogą się zakurzyć, może w nich zamieszkać pająk, może wyściółka sparcieć trochę, ale skuteczność ochrony przeciwdeszczowej i przeciwbłotnej zachowują. Nawet kolor nie blaknie.
One są na lata, jak zamek w Malborku.
Ale biznes jest inny, biznes się psuje. Teoretycznie powinien zawsze być możliwością, ale praktycznie są z nim związane pewne niuanse. A to ID straci ważność z powodu nie dokonywania zakupów np. jeden raz w roku, a to posiadacz tego ID odchodzi w zapomnienie – nie było go w grupie i wszyscy o nim zapomnieli, a to osoby zarejestrowane w dolnej linii rezygnują i odchodzą do innych biznesów, a to w końcu nastawienie posiadacza ID robi się śmierdzące, jak zepsuta potrawa.
Znam osobiście przypadki, gdy pod osobą nic nie robiącą, wyrosła grupa kilku tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy osób i są tam bardzo duże obroty comiesięczne i to nie działa mobilizująco.
Taka osoba przestaje na to patrzeć jak na możliwość. Nikogo tam nie zna, nie ona to zbudowała, wstydzi się i odpuszcza, usprawiedliwiając się przed sobą: to nie mój biznes, tylko sponsora. To nie moje kaloszki. Ja w tym biznesie kaloszy nie noszę. Śmieszne to i tragiczne jednocześnie. To śmierdzące nastawienie.
Teraz najważniejsze – biznes można naprawić. Nie ten stary, można dobudować nowy. Codziennie mamy możliwość nowego startu, nowego sposobu myślenia, nowej strategii działania. Codziennie można znaleźć nowych partnerów, podłączyć ich do systemu, codziennie można podjąć decyzję – będę osobą kluczową.
Nowo zbudowany biznes, zwykle wpływa pozytywnie na stare struktury.
Co było to było, co będzie, zaczyna się codziennie – od decyzji, a dokładniej od dwóch decyzji.
Pierwsza: działam profesjonalnie od teraz.
Druga: wyrzucam kaloszki, teraz! Z głowy i z serca!
To nie kalosze, to mój biznes.
Sukcesów życzę.
Marek Staszko & Akademia Zdrowego Biznesu